20.12.2014

Świąteczny stroik.

Odpuszczam sobie realizację skomplikowanych pomysłów. Kolorowy misz - masz toleruję tylko na choince i w tym momencie przyznam ze skruchą, że gości ona u nas już od dwóch tygodni.:) Sztuczna, oczywiście.:) Zapach świeżych gałązek, to jednak coś, co chciałam poczuć w te święta. Trochę naturalności, prostoty i powrotu do przeszłości, bo świeże gałązki w takiej postaci pojawiały się w moim domu rodzinnym, odkąd sięgam pamięcią. Przypomniała mi o tym i natchnęła do pracy Anna, dzięki swojemu blogowemu wpisowi.:) 
 
  
 

Przepis na wykonanie w moim wydaniu - nie wyszukany: pachnące gałązki, nie potrzebne, porysowane, a więc ocalone przed śmietnikiem szklane naczynie, uszkodzony szklany sopel, który niestety już nigdy nie zawiśnie, świeczka, kilka szyszek, papierowe gwiazdki oraz gąbka florystyczna. Powtykać. Wyeksponować. Cieszyć oko nie komercyjnym, pozbawionym plastikowego blasku samorodkiem.:) 
 
 
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za odwiedziny.:)  

15.12.2014

Grudnik w grudniu nie zakwitnie...

Jak Wasze przygotowania przedświąteczne? U nas z dużą dawką spokoju, humoru i luzu...tym razem. Na pierniczki w tym roku dałam sobie szlaban. Po pierwsze - nie wychodzą. Nawet te przepisy sprawdzone i których niby "nie da się spartaczyć", ja jestem w stanie położyć. Po drugie, ujawniła nam się alergia na miód - trudno. Piekę za to nałogowo wraz z dzieciakami ciasteczka maślane,... a po takich eksperymentach kuchnia na nowo potrzebuje generalnych porządków. :) Powoli dekoruję mieszkanie akcentami świątecznymi, choć raczej naturę mam taką, że nie będzie przesytu. Mąż sprawił mi sezonową roślinę - grudnik. To już "któryś-tam" egzemplarz od niego. Nasza świąteczna tradycja, chyba. Grudniki od kilku lat jednak nie zakwitają, tzn. pojawiają się pączki, które szybko opadają. W tym roku dostałam więc kwitnący już egzemplarz, z mnóstwem zalążków obiecujących bujne kwiecie...



I jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku dniach moim oczom ukazał się taki oto widok ? :
  

Jak mogłam nie wpaść na to, przez tych kilka lat..., że to nie "opadające" tylko "oberwane" pączki? Grudnik więc w grudniu nie zakwitnie... - taka nasza tradycja.
A kalendarz adwentowy zawisł, bo paczuszki znikały w tempie obrywanych pączków kwiatów. :) 


Ściskam i życzę Wam dobrego tygodnia, 
oraz radości z przygotowań, bez niepotrzebnych stresów i spięć.:)  



8.12.2014

Kalendarz adwentowy i zdobycz.

Pokusiłam się o kolejne DIY i mam mały dylemat. Jest w moim stylu, podoba mi się, zrobiony tak, jak lubię - właściwie z niczego: resztki czarnego brystolu obszyte maszyną do szycia, w środku słodkie drobiazgi, całość przewiązana srebrną nitką - prosto, ... ale "zawsze coś, zawsze ... coś" - drukarka nawaliła. Za numerki posłużyły więc powycinane z folderów reklamowych i jakiegoś czasopisma numery stron. No i tak..., mogłoby być idealnie...może w przyszłym roku tak będzie, a może po prostu muszę wziąć na klatę to, że ideałem nigdy nie byłam, nie będę, tak więc to co spod moich rąk wychodzi nie może mieć znamion czegoś innego.:) 
  
Przy okazji prezentuję kolejną zdobycz - przeźroczystą paterę szklaną w formie liścia - 3 zł. Wspominałam już, że szalenie lubię takie zakupy.:) Prawdopodobnie paczuszki zawieszę jutro na karniszu, tak jak w poprzednim roku, bo obecna forma jest zbyt dostępna i dziwnym trafem zaginęły dziś trzy sztuki ? :)
 

 Tak natomiast wyglądał kalendarz adwentowy w poprzednim roku.
Życzę Wam dobrego tygodnia.


5.12.2014

Ramki po metamorfozie.


Witam w grudniu! Nasze czekanie na śnieg przedłuża się... czekamy, czekamy, czekamy... próbujemy sobie urozmaicić czas, piekąc całkiem "zjadliwe" ciasteczka (nie pierniczki - bo te za nic nie chcą nam wyjść) i oprószając je cukrem pudrem (bo zawsze to jakaś namiastka śniegu). :) Szarość za oknem powoduje, że białe ściany też szaro wypadają, skoro jednak obiecałam widok ramek po metamorfozie, to: voilà. Zawartość jeszcze nie kompletna, nie ostateczna, ale...jakoś tak...każda zmiana cieszy. Odrapane do granic możliwości ramki potraktowane zostały znalezioną resztką farby tablicowej i znalazły swoje miejsce na ścianie w kuchni.
 

Na deser trochę koloru i światła, które wpadły do nas wczoraj na, dosłownie, 10 minut.:) Niemalże nogi połamałam biegnąc po aparat i nie ukrywam, że z tego niezwykłego poruszenia wynika krzywizna ujęć. ;) :)


 Pozdrawiam Was serdecznie stali i nowi czytelnicy! :) Życzę udanego weekendu.:)

28.11.2014

Czekając na śnieg.

Ciemne dni. Niebo przysłonięte gęstmi chmurami obiecuje, że wkrótce pojawią się pierwsze płatki śniegu. Tegoroczna jesień to małe noski przyklejone do szyby i czekanie ... na śnieg. I długie rozmowy o wszystkim: o wietrze, światełkach, starości i młodości, o tym gdzie kończy się Wrocław, o tym jakie ciasteczka upieczemy, o tym czy św. Mikołaj nie zapomni o nas...:) O nich na pewno nie zapomni.:)
I pomiędzy długimi rozmowami, jak bumerang powraca pytanie: "Kiedy ten śnieg spadnie"?
Litości,  opony zimowe są jeszcze schowane w garażu, ponad 100 km od nas. Potrzebuję ...chwili.:) 



Tak wygląda dach sąsiedniego, bliźniaczego budynku. Beton, dziwne rury i dym unoszący się nad kominami... Lubię takie miejsca. Kiedy patrzę na to zdjęcie zastanawiam się, jak to się stało, że mieszkając na ostatniej kondygnacji, na ten dach jeszcze nie weszłam ?:) 


Życzę Wam udanego odpoczynku. :) Do następnego.:) 

21.11.2014

Miseczka z SH.

Chwila radości i zapomnienia? Zakupy, oczywiście. W okresie przedświątecznym, wprawdzie staram się nie odwiedzać sklepów, aby nie poddać wszechobecnemu szaleństwu... Lista "zachciewajek" wydłuża się w nieskończoność, ale i tak w tym roku pod choinką chciałabym znaleźć jeden praktyczny, ciepły prezent, dzięki któremu przeżyjemy, a może powinnam napisać - prześpimy zimowe miesiące. Dlatego bezpieczniej było zajrzeć do miejsca, które nie nadszarpnie kieszeni w razie kryzysu. I... mam nową miseczkę! Całe 2 zł. :)  Nie jest może w klimacie jesienno-zimowym, niezbyt dobrze uchwyciłam kolor - przez pochmurny, smutny dzień, ... ale skutecznie poprawiłam sobie humor tym drobiazgiem. :):):)


Miseczka z SH, bieżnik - Ikea, a gdzieś tam w tle ślad swojej obecności zaznaczyli chłopcy pozostawiając na talerzu resztki jesieni w postaci kasztanów i liści. :)
  
 Pozdrawiam i życzę dobrego weekendu. :)

11.11.2014

Rzeczy niedokończone i prawie skończone.

Lista rzeczy nierozpoczętych lub niedokończonych wydłuża się. Pokój dziecięcy czeka na przemianę, dodatkowe miejsce przechowywania w ciasnej łazience samo się nie zorganizuje, ściana w kuchni świeci pustką itd. Czasem tak ciężko zabrać się do najprostszych rzeczy. A jednak sukces! Tym razem się udało. Obtłuczone i poprzecierane ramki doczekały się metamorfozy w momencie, gdy nastąpiło zagrożenie, że w kosmos polecą wykopane przez męża, albo w najlepszym przypadku do piwnicy. Piwnica jest u nas przejściowym miejscem magazynowania rzeczy, które i tak znajdą się w śmietniku ... więc zagrożenie, jak najbardziej, było realne. Poprzednia moja realizacja przemiany starej rzeczy - bardziej spektakularna trwała dłuuuugo. Teraz było podobnie, ale do pełni szczęścia brakuje mi pomysłu w jakiej konfiguracji przemienione czarną farbą ramki rozwiesić, tak więc ich pełną krasę pokażę, kiedy prawie skończona czynność nabierze mocy urzędowej i zawiśnie w docelowym miejscu - w kuchni. Tymczasem prezentuję malownicze zdjęcia sprzed przemiany.:) Pozdrawiam Was ciepło!!!