Odpuszczam sobie realizację skomplikowanych pomysłów. Kolorowy misz - masz toleruję tylko na choince i w tym momencie przyznam ze skruchą, że gości ona u nas już od dwóch tygodni.:) Sztuczna, oczywiście.:) Zapach świeżych gałązek, to jednak coś, co chciałam poczuć w te święta. Trochę naturalności, prostoty i powrotu do przeszłości, bo świeże gałązki w takiej postaci pojawiały się w moim domu rodzinnym, odkąd sięgam pamięcią. Przypomniała mi o tym i natchnęła do pracy Anna, dzięki swojemu blogowemu wpisowi.:)
Przepis na wykonanie w moim wydaniu - nie wyszukany: pachnące gałązki, nie potrzebne, porysowane, a więc ocalone przed śmietnikiem szklane naczynie, uszkodzony szklany sopel, który niestety już nigdy nie zawiśnie, świeczka, kilka szyszek, papierowe gwiazdki oraz gąbka florystyczna. Powtykać. Wyeksponować. Cieszyć oko nie komercyjnym, pozbawionym plastikowego blasku samorodkiem.:)
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za odwiedziny.:)






















