15.12.2014

Grudnik w grudniu nie zakwitnie...

Jak Wasze przygotowania przedświąteczne? U nas z dużą dawką spokoju, humoru i luzu...tym razem. Na pierniczki w tym roku dałam sobie szlaban. Po pierwsze - nie wychodzą. Nawet te przepisy sprawdzone i których niby "nie da się spartaczyć", ja jestem w stanie położyć. Po drugie, ujawniła nam się alergia na miód - trudno. Piekę za to nałogowo wraz z dzieciakami ciasteczka maślane,... a po takich eksperymentach kuchnia na nowo potrzebuje generalnych porządków. :) Powoli dekoruję mieszkanie akcentami świątecznymi, choć raczej naturę mam taką, że nie będzie przesytu. Mąż sprawił mi sezonową roślinę - grudnik. To już "któryś-tam" egzemplarz od niego. Nasza świąteczna tradycja, chyba. Grudniki od kilku lat jednak nie zakwitają, tzn. pojawiają się pączki, które szybko opadają. W tym roku dostałam więc kwitnący już egzemplarz, z mnóstwem zalążków obiecujących bujne kwiecie...



I jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku dniach moim oczom ukazał się taki oto widok ? :
  

Jak mogłam nie wpaść na to, przez tych kilka lat..., że to nie "opadające" tylko "oberwane" pączki? Grudnik więc w grudniu nie zakwitnie... - taka nasza tradycja.
A kalendarz adwentowy zawisł, bo paczuszki znikały w tempie obrywanych pączków kwiatów. :) 


Ściskam i życzę Wam dobrego tygodnia, 
oraz radości z przygotowań, bez niepotrzebnych stresów i spięć.:)  



18 komentarzy:

  1. A kto obrywa?? ;-)...U mnie z kalendarza zostało tylko kilka paczuszek ;-)...znaczy tyle ile ma być ;-). Uściski i dobrego dnia ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodszy się przyznał (2,5). Ponieważ te pączki widywałam poza doniczką we wcześniejszych latach, to teraz podejrzewam, że starszy też miał swój udział w tym niecnym procederze.:)

      Usuń
  2. To super :), ja czekałam na zakwit kilka lat z rzędu łudząc się, że może, może :), ale nigdy nie zdążył :)
    Twój cudny :)
    Miłego poniedziałku!
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się Marto, mój storczyk, który był 5 lat w spoczynku, po postraszeniu go, że na balkonie wyląduje - właśnie wypuszcza łodygę z pąkami...może trzeba z kwiatem pogadać;)

      Usuń
  3. Grudniki tak czasem mają, że same im pączki opadają..;) a niekiedy ktoś im pomaga, jak widać można im w tym pomóc;) Najlepiej by było mieć starą odmianę tego pięknego kwiatka - ciocia zwie go "bożonarodzeniowiec";) a moja babcia miała na swoich szafach wielkie okazy, zdarzało się że kwitły o różnym czasie, nie tylko zimową porą, były różowe, intensywnie różowe:) takie tradycyjne, wówczas bardzo powszechne. Jakiś miesiąc temu mama dostała od znajomej szczepka już z kilkoma pączkami (biały/perłowy) może dwa zakwitły, reszta opadła...podobno te kwiaty nie lubią zmiany miejsca...jeśli tak, to byłoby dobrze samemu go sobie doprowadzić do kwitnienia - kupując odpowiednio wcześnie, np pół roku wcześniej;) no i jak się postawi w jednym miejscu, nie gonić z nim w różne kąty mieszkania;) tylko pozwolić mu przywyknąć tu i tylko tu, myślę że się wtedy odwdzięczy pięknym i bujnym kwitnieniem...jak u mojej Babci!!! ..szkoda, że nie pozostał ani jeden szczepuś z tych wyjątkowych ogromnych babcinych okazów... Tak teraz myślę, że to z rodziny kaktusów ten kwiat...więc kocha światło, słońce i bardzo skąpe podlewanie...a moja Babcia miała te okazy w pokoju od północnej strony i co najepsze - na szafie! Czyli nie było tam słońca/światła zbyt wiele, a mimo to kwitły kwiaty jak oszalałe...! Hmm...może to jakaś specjalna "północna" odmiana była..?;)
    Czyli wygląda na to, że to nie jest takie proste, jakby się wydawać mogło;) ..hihi:)))

    A przyznał się ktoś że oberwał te pączuszki??:))

    Serdecznie pozdrawiam:) ..ja za tydzień wybywam na cały ten czas "świąteczny" i jak juz wszystko ucichnie wtedy wrócę;)
    Wszystkiego Dobrego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jaki rym zgrabny się wkradł.:) Właśnie przypomniałaś mi, że egzemplarze mojej babci, też nie kwitły tylko w grudniu. :) Jak się okazuje, niektóre babcie mają/miały dar tworzenia u siebie przedziwnych, rozrośniętych "ogrodów botanicznych".:) Dobrze, że ostrzegłaś mnie z tym stałym miejscem. Niby logiczne, bo kwiaty lubią stałe warunki, a jednak często się łapię na tym, że biegam po mieszkaniu z tymi nieszczęsnymi doniczkami.;)
      Winowajcę, oczywiście, mam.:) Przyznał się z wielką dumą pokazując gdzie ukrył resztę pączków.:)

      Usuń
    2. A to sprytny ten pączkowy obrywacz;) ..ciekawe, jakie miał motywy do popełnienia tegoż wybryczku:)))
      Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Motyw 2,5 - latka nadal pozostaje tajemnicą...Powiedział: "po plostu musiałem".:)

      Usuń
    5. :) mały słodziak, takiemu to się wszystko wybaczy :) ..ale swoją drogą, to może jest coś, czego dorośli nie zauważają, a taki mały człowiek widzi...? ..bo maluszki np widzą aurę tak naturalnie, że się pewnie dziwią, że dorośli tego nie zauważają, a z wiekiem ta zdolność "ulatuje" (nie będę pisać co konkretnie niszczy tę zdolność..) ..i może (ale ot tylko taka hipoteza:) na tych pączuszkach było takie "coś", co sprawiało że maluszek chciał to schować na dłużej:) ..może jakaś taka magia..?:)
      Następnym razem po prostu umieść kwiata na innym pułapie;) hihi:)
      ..po plostu:)

      Usuń
    6. Gdy oczęta robią się wielkości pięciozłotówek - tak, wszystko, wszystko.:) Druga sprawa, trochę pamiętam, jak to jest, kiedy coś się "musi " - mimo zakazów, mimo świadomości tego, że kara będzie, mimo tego, że wiadomo, że coś jest złe...ale trzeba koniecznie sprawdzić samemu. I może chodzi też o samą chwilę przyjemności płynącą z rwania mięciutkich maleńkich pączuszków...No wyobraź sobie, jakie to musi być przyjemne.:) Ale choć wiele spraw stara mi się tłumaczyć na swój sposób mój szkrab mały, tutaj postawił nacisk na to jedno zdanie...i już ;)

      Usuń
  4. Grudniki to podobno skomplikowane typy które podobno od sierpnia do listopada lubią cień i susze - chyba tak gdzieś przeczytałam. W każdym razie ja nie potrafię wyhodować nawet pączków. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią "uderz w stół". Dzięki Waszym sugestiom pozostaje mi znaleźć zacienione, suche miejsce...gdzieś wysoko, najlepiej. ;)

      Usuń
  5. Aż mi zapachniało Joasiu tymi ciasteczkami maślanymi :) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczęstowałabym gdybym tylko mogła.:)

      Usuń
  6. Nie znałem nawet takiego ... kwiatka jak grudnik :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak na pocieszenie, ja znam tylko te, które udało mi się "zmarnować". ;)

      Usuń
  7. Aj miałam kiedyś taki kwiat, o ślicznym i bujnie różowym kwiatostanie i rzeczywiście kwitł jakoś tak po świętach, niemniej piękna to roślina.

    OdpowiedzUsuń