6.10.2013

Puf z Biedronki




  Puf z Biedronki :) 
Wiem, wiem oryginalna nie jestem.  :)

Nie mogłam się oprzeć i gdy zobaczyłam sznurkowy puf, to nabyłam i przytaszczyłam do domu taki właśnie egzemplarz. 
Cena odrobinę niższa (79,99 zł) w porównaniu z poprzednim kwietniowym "rzutem" ( 99,99 zł) -  radość z tego powodu większa.
 Dzieciakom bardzo się podoba: skaczą, turlają, przesuwają. 
Nie przeszkadza nam ani szorstka faktura, ani szeleszczący granulat.
Zachciało mi się jeszcze turkusowej, na szczęście dla mojego portfela następnego dnia już wszystkie egzemplarze zostały wykupione.
 








Puf ( czy pufę? ) obfotografowałam dopiero teraz, bo ...  jakoś tak ... właśnie pogoda nam się poprawiła.
Nie potrafię robić dobrych zdjęć. Moje zdjęcia tworzy samo naturalne światło, dlatego strach pomyśleć co to będzie zimą. Mam tylko nadzieję, że optymistyczne prognozy na najbliższe 2 tygodnie się sprawdzą.
A jak u Was? Przygotowujecie wpisy "na zapas"? 
Ja przyznaję ze skruchą - nie.  :) :) :)


Miłego dnia !!!



16.09.2013

Pojemniki ceramiczne "Sweet Home"





Witam po weekendzie !!!
Spędziliśmy go dość intensywnie
 i dlatego wyjątkowo zorganizowałam synowi wagary od porannej pobudki do przedszkola, a sobie od zakupów i obiadu.
Odpoczywamy, bawimy się kolejką i robimy zdjęcia.

A dziś, na szybko, trochę ceramiki. :)

Te pojemniki można akurat łatwo zdobyć.
Ja nabyłam je wprawdzie nie w sklepie internetowym, a u rodziców na wsi,  kiedy odwiedziłam miejsce żartobliwie nazywane przez miejscowych "Galerią handlową ".
Najbardziej zaskakujące były dla mnie ceny pojemników?
Nie tylko o rozrzut cenowy mi chodzi. Moje oko przyzwyczaiło się już do końcówek 0.90 lub 0.99 zł
- a tutaj - niespodzianka : 
pojemnik na cukier - 6.80,
na herbatę - 7.30,
na kawę - 12.50
i na sól - 20.80 zł.

" Słodkie domki" rozgościły się na moim parapecie kuchennym, chociaż najprawdopodobniej czeka je przeprowadzka ze względu na wysokie ryzyko uszkodzenia.






 

Miłego poniedziałku !!!



11.09.2013

Lew czy kuna ?




Lew, niedźwiedź, foka, wilk, ryś, 
tygrys, krokodyl, nosorożec, 
żyrafa, zebra, puchacz, lemur, goryl, paw, renifer, żubr, wielbłąd, 
pelikan, makak, kangur,
osioł, gęś, kuna,
likaon, emu, kapibara, lis...?

No to może chociaż świnia, koń, koza, owca...?
 

Nieeeeeeee ... naszym dzieciom
we wrocławskim Zoo najbardziej podobały się
gołębie! :)

 

Do miłego !!!


5.09.2013

Zapraszam do kuchni.



 O mojej kuchni słów kilka...
 ...choć kuchnia jakich wiele...

  • Lubię ją za funkcjonalność - mam sporo miejsca do pracy, pomimo tego, że nie jest to duże pomieszczenie. 
  • Organizacyjnie jest dla mnie idealna - wszystko znajduje się pod ręką. 
  • Łatwo mi tu zaprowadzić porządek.
  • Lodówka, zmywarka, piekarnik - sprzęty działają bez zarzutu. Uwielbiam płytę indukcyjną i wcale nie zżera nam tyle energii. (Głównym pożeraczem kWh jest za to czajnik elektryczny.)  
  • Lubię płytki ceramiczne - wprawdzie to glazura łazienkowa, ale co tam. :)  Tutaj tego niestety nie uchwyciłam, a ma bardzo subtelny deseń, który najładniej widać wieczorem, gdy włączamy oświetlenie punktowe.


Lista pod tytułem : " Nie lubię" jest niestety też spora. :)
To skutek wspomnianego tutaj pośpiechu.

  • KOLOR!!!! - dziś wolałabym biały oczywiście ;) 
  • Okno - nie wiem co ja sobie myślałam!  Takie zastałam, a teraz dumam tylko o tym, jak mam je przemalować?
  •  Dziś ciągnęłabym szafki górne aż do sufitu.
  • Ściana przy stole - tu muszę koniecznie wymyślić co na nią położyć, bo dzieciaki jej nie oszczędzają.(Kafli nie chcę, listwy nie pasują...Nie wiem..., doradźcie coś proszę???)
  • Roleta - wygląda fajnie, ale ściąganie jej do prania i ponowne montowanie haczyków do listwy przyprawia mnie o ból głowy. :)


Nie jest to niestety kuchnia moich marzeń, nie ma czym się chwalić,
ale mój blog miał również opowiadać o porażkach ...
więc : Tadaaam! 
Oto moja kuchnia nie idealna! :)








Lista zakupów "na teraz" :
  • Podkładki na stół, bo bieżnik z Ikea miał być "tymczasowy" i tak leży sobie któryś rok. :)
  • Skrzynki drewniane, proste z surowego jasnego drewna. Potrzebne na puzzle, kredki, farby, ciastoliny i inne przydatne rzeczy do zajęcia łobuzów podczas moich "kulinarnych eksperymentów".  
Nie, nie ... miejsce tych rzeczy nie jest w pokoju dziecięcym, na razie. Gdy mama nie ma synów na oku, ciastolina oblepia włosy urwisów, rysunki zamiast  na papierze są na ścianie a puzzle w buzi młodszego. 
Tu potrzebny nam do pracy stół kuchenny!
Mamy plan, aby po skończonej robocie szybko wrzucić mazidła do skrzynek i "hopsa" na szafki kuchenne. (Podobają mi się skrzynki lidlowskie po winach, ale te z napisami tu raczej nie pasują.) Gdybyście miały pomysł na takie surowe, proste pudła drewniane  ... poproszę pięknie o sugestie lub namiary. :)







 
 
 
 




  • Stół i krzesła - Ikea.
  • Krzesełko dziecięce - Danchair.
  • Roleta - Dekoria.
  • Lampa - Obi.
  • Osłonki na doniczki - Ikea i Obi.
  • Rośliny - większość  z Biedronki.  :) 
  •   Filiżanki - Ikea.
  • Zegar, rękawice kuchenne i ceramiczny groszek - Home&You.
  • Fasolka szkło - M. Klimek.
  •  Ptaszki ceramiczne - Tchibo.

24.08.2013

Czuję jesień



Czuję jesień. 
Budzę się około czwartej nad ranem lekko zziębnięta, przykrywam dzieci i zamykam szybko okno.
Sierpień to mój ulubiony miesiąc - miesiąc urodzin moich, mojej mamy, taty i synka. 
Zawsze jednak pod koniec sierpnia robi mi się trochę smutno...no wiecie...taki ucisk w brzuchu, 
kolejny rok mi przybył, przyroda zwalnia i ja siłą rzeczy też.
Wcześniej wracamy z popołudniowego spaceru, dzieci szybciej chcą iść do łóżek,
a ja zamiast cieszyć się wolnym wieczorem...
hm...chyba boję się tych długich nocy, bo muszę przemyśleć sprawy do których wracam co roku.
Co dalej ?

A na poprawę humoru oglądam zdjęcia z ogrodu sprzed niecałych dwóch tygodni.
Ogród nie mój, tylko rodziców.  :) 
Było kolorowo i lekko.
I na razie niech tak pozostanie.



 

 
























 Ściskam
i życzę pogodnego weekendu !!!













13.08.2013

Drugie życie krzesełka.



Uciekliśmy na wieś. 
Na krótkie wakacje.
Dzieciaki szaleją, kąpią się w baseniku, jeżdżą na rowerkach, bawią się z kotami, krzyczą, piszczą, nabijają sobie guzy i ździerają kolana ...

... a ja, pośrodku tego harmideru pomachałam papierem ściernym i pędzlem dając drugie życie znalezionemu krzesełku. 
Żałuję, że nie zrobiłam fotki przed metamorfozą. Miałam albo chwilowe zaćmienie, albo po prostu tak śpieszyłam się z pracą. Nie pamiętam. :)
Malowanie i tak skończyło się szorowaniem obu łobuzów - pośpiech był niepotrzebny. :)    
Nie jest idealnie, mimo wszystko małe białe krzesełeczko ma w sobie coś uroczego.
Chyba zabierzemy je do domu, bo idealnie pasuje młodszemu synkowi.





 























Na chwilę krzesełko wyciągnęłam dwa metry poza ogrodzenie. :)

W dzieciństwie biegaliśmy z bratem po polach kukurydzy raniąc sobie kolana i twarze o ostre liście, robiłam też lalki z kolby kukurydzy...to było przecież...wydaje się, tak niedawno temu.
Sceneria ta odrobinę mnie rozrzewniła. :)







Pozdrawiam wakacyjnie i słonecznie !




6.08.2013

Fiolka lekarska






Witam serdecznie w sierpniu ! ! !

O mojej miłości do szkła pisałam już kilkakrotnie. 
 Obecnie cześć moich zbiorów, zarówno tych bardziej wartościowych, jak i zupełnie przypadkowych - tzw. "zdobycznych" trzymam schowane w witrynie i w szafce kuchennej. Co jakiś czas wyjmuję jednak jedną lub kilka sztuk, aby nacieszyć oko.

Dziś fiolka, a właściwie - butelka  lekarska. 
Dostaliśmy ją  wraz z ciekawą zawartością - syropem z kwiatów czarnego bzu, od kolegi męża. Ciocia kolegi podobno jest farmaceutką i syrop zamiast do słoików, przelewa do takich właśnie buteleczek. 
(Swoją drogą, na którymś z blogów widziałam przepis i mam ochotę sama spróbować...)

Butelka została z nami i za każdym razem, kiedy zostaję obdarowana jakimkolwiek zielskiem, lub kiedy najdzie mnie ochota, aby zerwać z pola rumianek, wrotycz czy inny chwast sięgam po nią.
Chwast w wazonie jakoś nie bardzo mi pasuje, a  tutaj wywołuje jedynie pobłażliwy uśmiech. :)



Na początku  fiolka z zawartością ustawiona w kuchni... 
... ale szybko przeniesiona z tego niefortunnego miejsca. :)



Jako gratis - cień profilu zasępionego łobuza.
 



Ciekawa jestem czy sięgacie po polne kwiaty, 
czy wykorzystujecie tylko to co macie w ogrodzie?
Przyznaję, że zawsze miałam opory przed zrywaniem czegokolwiek i gdziekolwiek, tylko dla własnej, chwilowej uciechy.
Co innego, jeśli zostaję obdarowana kwiatami ... mmm bardzo lubię  :)
Ostatnio zdarza mi się jednak zerwać coś z pola, na które pewnie niedługo wejdą deweloperzy.
Kiedy już wejdą, pozostaną mi znowu kwiatki balkonowe i doniczkowe. :)