7.10.2015

Dobytek dziecięcy schowany w bieli.

Schowała wszystko, wszyyyyysto co do łobuzerii należało! Teraz tylko pozostaje mi nie zaprzepaścić tego i powiedzmy, co pół roku, bez litości usuwać z niej to co za małe, zepsute, zbędne...Ah, gdyby tak można z wszystkim: złymi myślami, toksycznymi relacjami.... Wróć Joanno do tematu!
Zgodnie z obietnicą - kolejny kawałek królestwa chłopaków. Jakim, no jakim cudem wytrzymaliśmy bez tej szafy?
Szafa to właściwie zmontowany systemowych modułów z IKEA. Nie jest głęboki, bo z głębokości trudniej cokolwiek wyłowić, bo w głębokości ginie to co najważniejsze. Praktycznie bez wyposażenia. Za to półek nie szczędziliśmy. Rety, jak tu czysto! - wzdycham za każdym razem z ulgą pod wieczór, gdy wewnątrz ginie cały ten kolorowy zgiełk... Stan pozornego porządku, oczywiście krótkotrwały. Za to jak bardzo odprężający - wie każda zapracowana mama. ;)   
 
  

9.09.2015

Gazetnik

 
Dawno, daaaawno już temu dostałam od Marty z domku przy lesie taki oto gazetnik.
Już miałam wpakowane w niego swój stosik katalogów i czasopism, gdy niepostrzeżenie zaczęto dokładać do niego "literaturę wyższych lotów"...aż w końcu dałam za wygraną i gazetnik stanął przy łóżkach chłopaków. Bardzo chciałam pokazać zmiany całego pokoju łobuzów, ale on nadal nie gotowy.... Poza wstawieniem nowej szafy kryjącej całe królestwo i dobrodziejstwo synów, które panoszyło się jak dotąd w każdym kącie, a nawet zaczęło ukrywać się w szafkach kuchennych, nic się nie zmieniło. Potrzebuję pomysłu na ścianę. Na pewno jakiś plakatów. Pozostaje mi, jak to u mnie bywa, pokazywanie "kawałków" i nadzieja na to, że w końcu znajdę czas.;)  

 Marto, dziękuję za prezent. Bardzo mnie/ nas ucieszył i idealnie wpisał się w naszą skromną przestrzeń. Mam nadzieję, że za jakiś czas uda mi się pokazać go w innej wersji, ale uczciwie dodam... stanie się to nieprędko, bo zwyczajnie... sprawdza się doskonale jako miejsce na ulubione czytanki do poduszki.:)
 

12.08.2015

Nie mam dobrego zdjęcia...


A jak jest u Was z tym tematem? U mnie kiepsko..., bo wydaje mi się, że nie mam ani jednego znośnego - aktualnego. Uświadomiłam to sobie,  zerkając na kawałek oblicza wyłaniającego się z górnego prawego rogu mojego bloga, a następnie robiąc porządki w folderach ze zdjęciami. A że letnie, upalne wieczory nadal długimi się wydają -  przepadłam na kilka godzin. Porzuciłam bowiem laptop zakopując się następnie w stosie fotografii z lat młodzieńczych. Było tego sporo... trochę zażenowania i wstydu, przy okazji, ale jednak więcej rozbawienia i pobłażliwego uśmiechu. (Cóż, starość nadchodzi skoro widok siebie w flanelowej koszuli oversize, w czasach gdy to pojęcie nie istniało, człowiek płacze ze śmiechu, zamiast wywrócić oczy do góry i jęknąć w stronę rodzicielki dramatycznie: "matko, widziałaś i nie grzmiałaś". :) )

Od jakiegoś czasu nastąpiła zmiana - częściej jestem fotografem, a jeśli już przypadkiem wpadnę w kadr, to wyłącznie  drugi plan mi się trafia. Według przyjaciółki, najlepiej mi być podejrzaną ukradkiem, schwytaną w kadr kiedy się tego nie spodziewam.;) Lepiej dla zdjęcia kiedy wzrok kieruję w dół ... i w tym miejscu lista moich "lepiej" wydłuża się ... do nieskończoności...:)  W każdym razie, może  wygodniej mi być w tle, bo zamiast zażenowania w oku, widać dumę z moich kilkuletnich "tematów głównych". :) 


W poprzednim tygodniu skończyłam kolejny rok życia. Spokojnie, z uśmiechem, z lampką wina , wśród najbliższych. I życzyłabym sobie i każdemu, aby nie zapomnieć o tym, co najważniejsze, ale też chciałabym, tak bardziej egoistycznie, aby za trzydzieści, powiedzmy, lat  zdarzył mi się dobry portret, np. TAKI. Tymczasem zdjęcie w górnym prawym rogu mojego bloga nie zmienia się.;)
 
Dzisiejsza oprawa graficzna... - niezbyt to odkrywcze i niezbyt atrakcyjne - zdjęcia zdjęć, na coraz bardziej lubianym przeze mnie tle, czyli - zielonkawym, omszałym betonie na balkonie. Jeszcze rok temu marudziałam aby go pokryć drewnem, bądź glazurą. Dziś mam nadzieję, że ten temat został zapomniany...  

24.07.2015

Co by tutaj...

... zwłaszcza po przerwie, zbyt długiej. Mogłabym może coś o wnętrzach, ale dotąd pisałam jedynie o naszym własnym, choć ciasnym. ;)  O swoim osobistym wnętrzu (w sensie wywnętrzania się) - mogłabym więcej - tylko nadeszła chwila zwątpienia, czy nie przesadzam odrobinę. Nostalgia przykuwa czasem do klawiatury, leniwe letnie wieczory jednak zdecydowanie odciągają od niej. Czas się rozciągnął. Blogerski urlop się przeciągnął.  Z przyjemnością zauważyłam natomiast, że pomimo milczenia przybyło mi kilku obserwatorów. To bardzo, bardzo miłe.:) Dziękuję za odwiedziny.  Powinnam częściej milczeć. :)
  
Bez obrazka nie wypada, choć mieszkanie ostatnio nie przeżywało zmian. Wrzucam więc znajome szkiełka z lekko zmienioną zawartością + małe spełnione marzenie. Marzyłam o drzewku oliwnym - a przytargałam do domu gałązkę oliwną za 14,99 z Lidla. Też cieszy.:)

P.S. Dziękuję za wszystkie rady dotyczące czyszczenia karafki.:) Koniec końców - Domestos dał radę, ... a ja zatęskniłam za osadem.:) Miłego weekendu i choć odrobiny chłodnego powiewu wiatru Wam życzę. :)  


6.05.2015

Karafka.

Przytuliłam kolejne szkło. :)  Ocaliłam je od zapomnienia, a  kto wie, ... może ochroniłam przed wyrzuceniem? Wysoki wazon / karafka miewa się u mnie dobrze, choć potrzebowałaby czegoś silniejszego do doczyszczenia. Soda + ocet nie dały rady, tak więc będę wdzięczna za każdą sugestię, cóż ciekawego mogę wlać do środka, aby rozpuścić osad (bezpiecznie ;) ) ? 
Wiem, że gałęzie na stole   to nie najlepszy pomysł. Wiecznie przestawiane, przesuwane i trącane. W dodatku ... a-psik! ... chyba uczulona jestem na brzozę.
Nie ma jednak alternatywy, kiedy pokój dzienny zastępuje boisko sportowe w kapryśne popołudnie.;) Do następnego - mam nadzieję - w przyjemniejszych okolicznościach przyrody.:)
 

16.04.2015

Drewniane plastry.

Fruuuuuu... minął miesiąc - prawie nie zauważyłam. Owiały wiatry, omiotły śniegi, twarz ogrzało słońce, by potem deszcz mógł zmoczyć włosy. Takie to życiowo - pogodowe klimaty, nie wymagające dalszego rozwinięcia. Zaniedbane wirtualne "Kawałki" i tak nie pozwalają o sobie zapomnieć, głównie wtedy, kiedy czas się rozciąga, a pisanie nie jest możliwe i gdy widok zza szyby samochodu lub tramwaju intryguje, a brakuje trzeciej ręki lub po prostu jakiegokolwiek sprzętu mogącego tę chwilę zatrzymać... Tego jeszcze u mnie nie było - tworzenia w sobie iluzji blogowania, ...tak tylko w myśli... dla umilenia przydługiej trasy. :)
 

Przyczyną do  realnego działania stały się "pocieszajki".  Przybyły z małoposki.;)  Niespodzianka prawdziwa... taka, o której wiedziałam tylko tyle, że ma nadejść. Pojawiła się w postaci IDEALNEJ: naturalnej, surowej, pachnąca lasem i farbą - jak lubię. Kamila wyczuła bezbłędnie, co lubię. HappyAlimak - DZIĘKUJĘ!!!  Bardzo dziękuję. :) Będę dbała i eksponowała, a od czasu do czasu ta niebieska tablicowa warstwa przyjmie jakiś rysunek.:)
 
Tajemnica wnętrza drzewa nie tylko mnie pochłonęła. :)
 
 
 
Do Miłego Następnego.:)  
 
 

20.03.2015

Żarówki.


Ładuję akumulatory dzięki słońcu. Tak przyjemnie poczuć wiosnę... Wiosna to stan, kiedy cieszą czerwone szpilki (nawet jeśli są tylko na półce) i kiedy z maniakalnym uporem sroki ściągam do gniazda złote drobiazgi.:) Właśnie - o żarówkach miało być...:)  Nie świecą... Obecnie, nawet nie wiszą, tylko leżą niedbale na blacie, ale że okno moje co jakiś czas zmienia lokatorów, więc pewnie przyjmie z radością nowych gości, o ile właścicielkę najdzie wena na odszukanie odpowiedniego sznurka lub taśmy.;)  Szkło jest cudowne, tak nieoczywiste i różnorodne : w jednej żarówce mleczne, w drugiej przejrzyste, w innej przybrudzone... Nawet nie lubiane drzwi wydają się bardziej przyjazne, gdy światło przenika przez szybę. Pokusiłam się zatem, dodatkowo,  o zdjęcie lubianej tafli szkła, a nielubianą całość przemilczę.:)


Pędzę popatrzeć na zaćmione słońce. :) Udanego pierwszego dnia wiosny!